W krzywym zwierciadle-opowieść Wigilijna
Post dla wszystkich tych, którzy jeszcze nie poczuli świątecznego klimatu mimo, że markety, reklamy w TV i Internecie nachalnie przypominają nam o nich od kilku miesięcy.
Mam dziś dla Was krótką "Opowieść Wigilijną". Po mojemu.
Choć może lepszym tytułem byłby "Wigilijny koszmar"?
Choć może lepszym tytułem byłby "Wigilijny koszmar"?
Historia ta oparta jest na faktach.
Głównym bohaterem jest Zło Wcielone Ukryte w Futrze vel pies Pongo.
Zapraszam!

Nigdy nie zapomnę pewnej Wigilii, kiedy byłam jeszcze dzieciakiem . Miałam wtedy siedem, może osiem lat- ale to bez znaczenia. Mieliśmy tego roku w mieszkaniu wielkie, piękne, zielone drzewko i caaaaaałą masę nowych bombek. Pamiętam, że tata szarpnął się wtedy na drogie, ale naprawdę śliczne ozdoby choinkowe. Każda była inna, wyjątkowa, urocza... Choinkę przyozdobiliśmy wspólnie jakoś na dwa lub trzy dni przed Wigilią. Nigdy nie robimy tego później.
Pani Choinka w nowych błyskotkach prezentowała się obłędnie! Mówię Wam, dama pierwsza klasa! Wpatrywałam się w nią godzinami dziecięcym zachwytem, dopatrując się w tych migoczących światełkach, różnokolorowych girlandach delikatnie oplatających zielone gałązki i bogato zdobionych figurkach czegoś magicznego.
24.12. rano ze snu wybudził mnie trzask, pisk, krzyk i lament. W tej kolejności właśnie. Zaniepokojona tymi dziwnymi dźwiękami, udałam się zaspanym jeszcze krokiem i dość niepewnie w kierunku, skąd pochodziły, czyli do salonu... A tam Sodoma i Gomora. Pamiętam to do dziś.
Cały duży pokój przystrojony w zielone igły, na dywanie masa szkła, pochodzącego z pozbijanych w drobny mak bombek, a Pani Choinka leży smutno pośród tego całego syfu. Jeszcze smutniejsza jest babcia. Patrzy na to wszystko ze łzami w oczach i lamentuje:
- Cholera! Jeszcze karpia i makiełki do przygotowania miałam, a tu nagle trzeba to wszystko szybko posprzątać, ogarnąć... Taki bałagan, oooo matko! Trzeba ubrać na nowo choinkę, ale w co?! Takie piękne i drogie bombki szlag trafił! A tu za kilka godzin wigilijna kolacja... Serce mi zaraz nie wytrzyma chyba! Jak to wszystko ogarnąć? A te bombki...?! No takie śliczne były! Matko Boska, za kilka godzin kolacja, a my w rozsypce! Trzymajcie mnie... A bombki? No taka szkoda(... )- I tak w kółko powtarzała i powtarzała, przybierając powoli nieco przerażający jak dla mnie, obłąkany wyraz twarzy.
W tym samym czasie, dokładnie w tym samym... mój piesek(który obecnie biega pewnie beztrosko między drzewami i zrywa z krzaków tłuste kiełbaski w psim raju) hasa sobie radośnie po choince, bawi się tym, co pozostało z bombek i macha ochoczo ogonkiem.
Taaak Sherlocku... to on jest sprawcą tego cyrku. Kiedy wszyscy byli zajęci przygotowaniami do kolacji, pociągnął za zieloną gałązkę raz, drugi, trzeci i... upsss...
Mama mierzy psa morderczym wzrokiem, wzrokiem psychopatycznego mordercy. Na jej twarzy maluje się szaleństwo. Narastające z sekundy na sekundę szaleństwo. Widzę, że z trudem tłumi pierwotny instynkt. Furia jest już blisko...
Tata patrzy smutnym wzrokiem i bezradny-nie mówi nic.
Ja uspokajam roztrzęsioną nadal babcię.
Mój brat... jak zwykle obżera się w tym czasie czekoladą i ogląda kreskówki w drugim pokoju.
Kurtyna w dół.
Koniec
Co prawda dziś wszyscy się z tego śmiejemy( niestety już nie w pełnym składzie...), ale wtedy... Uwierzcie, nie było nam do śmiechu. Wcale a wcale.
Pozdrawiam :)
Ale historia ! :-) Zawsze jest tak że po czasie już człowiek się śmieje, ale pewnie to była dla wszystkich tragedia. Oby już nigdy nie było takich sytuacji :-)
OdpowiedzUsuńMój obecny pies ma 1000x większe zamiłowanie do psot i ADHD- boję się tych świąt...
UsuńJakbym słyszała o swoim ;-) Muszę mieć Cesara ciągle na oku ;-)
Usuńostatnio zerwała nam tapety w jednym pokoju... :O
Usuńo dżizas ; )
Usuńhaha ;) czasem brak mi słów na tego małego potwora
Usuń;D Ja pamiętam, jak miałam jakieś 9 lat i czekałam w dniu Wigilii w samochodzie na tatę, który szybki poleciał do sklepu, bo zabrakło w domu i szybko, szybko do sklepu trzeba była pojechać ;) I idzie sobie chłopak, jakieś 20 lat z wielką reklamówką bombek, idzie, idzie i nagle nie idzie - ślisko było, orła do tyłu wywinął ;) Wszyściutkie bombki (a były tak luzem) poleciały i się potukły na drobny mak... nawet nie było co zbierać. Jego zawiedzionego wyrazu twarzy chyba nigdy nie zapomnę, do dzisiaj mi przykro jak sobie o nim pomyślę ;(
OdpowiedzUsuńOjojoj... Nie dziwię się, też byłoby mi go szkoda.
UsuńMam w zanadrzu różne takie wesołe anegdotki z życia mojej rodziny, ale nie wiem, jaka będzie reakcja publiczności :D
Reakcja publiczności jak widać jest pozytywna :D
UsuńLudzie lubią słyszeć/czytać o cudzych nieszczęściach ;)
UsuńSuper historia :-D :-D
OdpowiedzUsuńAhhh te zwierzęta... ;) Dostarczają nam tyle emocji i wrażeń
Usuńniesamowita historia!
OdpowiedzUsuńaż brak nam słów!
pozdrawiamy!
Alicja i Magda
Z życia wzięta :)
Usuń;) Ale historia :)
OdpowiedzUsuńśmieszno-smutna ;)
Usuńprawda, że świetny.. :)
OdpowiedzUsuńwow. no to mieliście niezły bałagan. ale miejmy nadzieję, ze już tak ekstremalne wydarzenie nie będzie miało miejsca.
tragiczne... ale po latach i śmieszne.
pozdrawiam
Gdzieś w kościach czuję, że nasza mała zgotuje nam w te święta coś gorszego... Na bank coś zmaluje! ;)
Usuńtaaa... jak to pisałaś było 26 godzin.. teraz już 24 godziny :)
Usuńale oby nie było aż tak źle jak te parę lat temu... ;)
Hahhaha :D U mnie choinka leciała dwa razy kiedy miałam małego kotka i który postanawiał się na nią powspinać, ale na szczęście za każdym razem ktoś miał refleks żeby rzucić się i ją złapać, a potem mój tata zrobił takie odciągi na żyłkach :) Kotek jest teraz postawnym 13letnim kocurem i już nie ma ochoty wchodzić na choinkę ;-)
OdpowiedzUsuńNajlepsze jest to, że ta chonika była wtedy zabezpieczona żyłkami, widocznie to było tylko dla mojego psa wyzwanie ;) A taki mały- niepozorny...
UsuńKoty to z natury rozrabiaki :D
:-)
OdpowiedzUsuńU nas choinkę zawsze ubierało się w Wigilię rano, a rozbierało 2 lutego i podtrzymuję te tradycję, bo oba te dni były takie ważne, gdy byłam dzieckiem. :-)
Chyba pod wpływem książki, którą właśnie czytam musiałam dwukrotnie przeczytać przedostatnie zdanie, bo w pierwszej chwili zrozumiałam, że brat "obżera się w tym czasie czekoladą i... wciąga kreski". O-o
O matko.... :D Teraz musisz mi napisać, co to za książka! Bo ciekawość mnie zeżre :D
UsuńTen pies jest niezły, jeśli Twój chociaż w połowie był taki, to bym mu wybaczyła od razu ;)
OdpowiedzUsuńCoś Ty... nie widział swojej winy absolutnie!
Usuńolaboziu, skrucha łapie za serducho :D
OdpowiedzUsuńPrawda? :)
UsuńBardzo fajny blog!
OdpowiedzUsuńObserwuje i bedzie mi bardzo milo jesli rownież dołączysz do moich obserwatorów.
Buziaki!!:*
ooo nieeee. biedna babcia :I ja bym pewnie na zawał padła, a psa wytarmosiła za uszy :)
OdpowiedzUsuńTaki już urok kundelków :) Najlepsze imiona dla nich to: Demolka, Destrukcja, Klęska i tym podobne...
UsuńAle choinka nigdy Wam się nie spaliła, nie?? :)
OdpowiedzUsuńchoinka nie, ale ja dwa razy płonęło nam mieszkanie...
UsuńOpowiedz mi swoją historię :D
haha filmik przegenialny ♥
OdpowiedzUsuńPsiak jest naprawdę słoooodki :)
UsuńJa ma kotkę, która musimy bardzo pilnować, żeby na choinkę nie weszła i nigdy samej jej w pokoju nie zostawiamy jak już jest choinka :) Ale kilka bombek jej się udało stłuc, na szczęście nigdy nie przewróciła całej choinki :)
OdpowiedzUsuńA bo kotki to takie bardziej zgrabne zwierzątka jednak ;)
UsuńPiękna opowieść :)
OdpowiedzUsuńW sam raz na dobranoc ;)
Usuńhahaha filmik genialny !!
OdpowiedzUsuńOpowieśc ładna :)
:D dziękuję
UsuńOjojoj mój pies tez lubi dobrac sie do choinkj ale na szczescie mamy plecione słomiane bombki i ze styropianu ;p
OdpowiedzUsuńNo jest to opcja do przemyślenia :D
UsuńHej :) Nominowałam bloga do Liebster Award :)
OdpowiedzUsuńhttp://codziennosciczastekpiec.blogspot.com/2013/12/liebster-award.html
Dzięki, dzięki
UsuńTak czasem bywa :P Dobrze, że nic strasznego się nie stało. U mnie prawie się choinka kiedyś nie spaliła a moja mama o mało nie została porażona prądem. Światełka ( Made in China) zaczęły się dosłownie palić a mama chciała to ugasić mokrą szmatką. Jak dobrze, że wtedy tam byłam wole nie wiedzieć co by się mogło stać :(
OdpowiedzUsuńUuuu.... :(
UsuńJa też pamiętam taką akcję u siebie w domu! Przewróciła się choinka, u mnie została potrącona przez tatę podczas wnoszenia drewna do kominka ;) Przewróciła się, parę bombek się potłukło, ale na szczęście większość przetrwała ;)
OdpowiedzUsuńale tata to raczej nie zrobił tego specjalnie, a psisko z premedytacją ;)
UsuńU mnie na szczęście bez takich "przygód" się obywało. Teraz przynajmniej jest co wspominać :D
OdpowiedzUsuńBez wątpienia :D
UsuńTego się obawiałam jak przytargałam psa do domu, ale nie był zainteresowany choinką ;-))
OdpowiedzUsuńSzczęściara ;)
UsuńAle agent z tego twojego psa :) O takiej akcji jeszcze nie słyszałam :)
OdpowiedzUsuń